fbpx
AngliaKraje

Zanim pojedziesz do Anglii, wiedz że…

Mam tu dla Ciebie garść ciekawostek, które mogą Ci się przydać podczas podróżowania po Anglii. Gdyby zebrać wszystko razem to zapewne uzbierało by się i z kilkadziesiąt garści, ale na początek najważniejsze rzeczy. Poza tym co to za frajda podróżowania bez niespodzianek po drodze? :) A więc, zanim pojedziesz do Anglii, wiedz że…

Service Stations

Przy autostradach znajdują się tak zwane services, czyli rozbudowane stacje benzynowe, które obowiązkowo zawierają minimum jeden bar szybkiej obsługi, kawiarnię, toalety z prysznicami oraz sklep z różnościami. I co najważniejsze, stoisko z darmowymi mapkami, ulotkami z opisem okolicznych atrakcji i innymi informacjami odnośnie przemierzanego regionu. Warto zaglądać! Na services często można też znaleźć mikrofalówki do użytku publicznego, co w podróży może się przydać. Na servises cena benzyny jest trochę wyższa, niż na zwykłych stacjach benzynowych poza autostradą.

Autostrady i opłaty drogowe

Większość jest bezpłatna, jedynie odcinek M6 na obwodnicy Birmingham odstaje od reszty, ale nie jest to jedyna droga i spokojnie można tą część trasy ominąć. Nocą przejazd jest tańszy niż za dnia. Opłatom podlegają również niektóre mosty i tunele.

Między innymi Queen Elizabeth II Bridge, Severn Bridge,  Second Severn Crossing (pomiędzy Anglią, a Walią), Humber Bridge oraz Tamar Bridge. Płatne tunele to m.in. Dartoford, Mersey oraz Tyne.  Ceny są różne, od ok. 1 funta do 6 funtów za przejazd. Czasami jest to automat na drobne, a czasem należy zapłacić internetowo do 24 godzin od przejazdu. Takie mosty są wcześniej oznaczone, ale moim zdaniem trochę za słabo. Na szczęście jest ich niewiele.

Płatny jest również wjazd do centrum ( Central Zone – są oznaczenia na ulicach ) Londynu ( jedynie dla samochodów elektrycznych jest darmowy), Congestion Charge obowiązuje za jazdę pomiędzy poniedziałkiem, a piątkiem w godzinach od 7:00 do 18:00, koszt za 1 dzień to 11,50 f.  Płatne internetowo .

Generalnie system brytyjskich autostrad jest bardzo dobrze przemyślany i ani trochę nie podobny do tego co mamy w Polsce. Drogi  i  zjazdy są bardzo dobrze oznaczone. Standardowo są 3-4 pasy w jedną stronę, ruch jest płynny, kultura jazdy duża. Prędkości nie warto przekraczać ( 70 mil/h na autostradzie), gdyż funkcjonuje tutaj coś takiego jak odcinkowy pomiar prędkości, ponadto jest sporo fotokamer i nieoznakowanych samochodów policyjnych. Jeżeli zaszalejesz, możesz być pewien, że mandat Cię nie ominie.

Ronda i pierwszeństwo zmotoryzowanych

Angielska infrastruktura drogowa kocha ronda. Klasycznych skrzyżowań jest dużo mniej. Być może w tym tkwi sekret bezkorkowego ruchu…

W Anglii to nie pieszy ma pierwszeństwo, tylko samochód. Nie znaczy to jednak, że piesi są tu uważniejsi… Dzieciaki wjeżdżające na rowerze znienacka na ulicę bez rozglądania się to jednak dość częst zjawisko.

Nalepki na światła

Jako, że w Anglii, zamiast po prawej stronie jezdni, jeździmy po lewej, to i układ świateł samochodu jest nieco inny. Wybierając się do Anglii autem przystosowanym do ruchu prawostronnego masz obowiązek skorygować przednie światła (by nie oślepiały kierowców jadących z naprzeciwka) za pomocą specjalnych naklejek. Możesz je kupić na promie, albo na stacji benzynowej już w Anglii.

Heritage Pass

Wybierając się do Anglii nie sposób nie zwiedzić choć jednego zamku. Kraj ten pochwalić się może sporą kolekcją zabytkowych miejsc, ale każdorazowy wstęp może okazać się dość kosztowny ( jednorazowy bilet to około 15 – 20 funtów ). Jeżeli macie w planach intensywniejsze zwiedzanie, warto zaopatrzyć się w Heritage Pass. Jest to bilet czasowy, który umożliwa wstęp do większej ilości miejsc w dużo niższej cenie. Do wyboru są również bilety rodzinne. Cena uzależniona jest od rodzaju biletu. Np. bilet dla osoby dorosłej na 9 dni to koszt 33 funtów. W tej cenie mamy wstęp do ponad 100 różnych obiektów na terenie Anglii. W Szkocji obowiązują osobne bilety.
Więcej informacji znajdziecie tutaj

Dla miłośników historii, którzy planują bardziej stały pobyt na angielskich ziemiach, polecam bilet roczny, który kosztuje 56 funtów dla osoby dorosłej. W jego ramach, macie wstęp na wszystkie obiekty znajdujące się pod opieką English Heritage, a jest tego naprawdę sporo! ;)

Pogoda

Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o legendarnej angielskiej pogodzie. Wieczne deszcze, szaruga i kalosze na stałym wyposażeniu przedpokoju. No nie, tak źle jednak nie jest. ;) Nie mogę powiedzieć, żebym była fanką tutejszej pogody, bo dni prawdziwego, upalnego lata mogłabym na jednej ręce policzyć, ale są i tacy, którzy sobie to cenią. Zmierzając jednak do meritum… kiedy najlepiej wybrać się do UK? Osobiście mam trzy ulubione sezony.

Sezon niemal letni, czyli okres, gdzie słońce wygrywa z deszczem i niemal cały czas jest piękna, ciepła, bezchmurna pogoda. Przypada on na maj-czerwiec, wszystko kwitnie, wolne dni są niemal co tydzień i w ogóle cud, miód, orzeszki! Podejrzewam jednak, że i ceny hoteli są wtedy droższe, bo jest to czas kiedy wolnego jest naprawdę sporo, wszyscy rzucają się na urlopy i rozjeżdżają po kraju. Szczególnie pierwszy i ostatni tydzień maja.

Sezon wrzosowy, mój ulubiony! Jak dla mnie przebija wszystkie inne miesiące. Może i leje, może i dmucha, ale w jakich pięknych okolicznościach przyrody! Najcudowniejsze wrzosowiska są w Szkocji, ale i w UK jest sporo miejsc, gdzie te cuda kwitną. Walijskie wybrzeża, Moors National Park na północnym-wschodzie, Peak District. Te okolice znam najlepiej, ale jestem pewna, że i w innych rejonach kraju jest jeszcze sporo miejsc, gdzie można się na wrzosy natknąć. Przełom sierpnia i września to moim osobistym zdaniem najlepszy czas na angielskie wojaże. :)

Sezon na małe foczki. Tu już zima dmucha w kark, pogoda nie rozpieszcza, ale za to są inne atrakcje. W listopadzie foki odwiedzają angielskie wybrzeża, by urodzić młode. Najlepiej wybrać wtedy trasę wzdłuż wschodniego wybrzeża, aczkolwiek w okolicach Kornwalii i południowej Walii, również jest szansa na focze spotkanie.

Wieś na wyciągnięcie ręki

Nie zdziwcie się jak jadąc autostradą z pobocza będą się na was gapić owce. Ewentualnie stado krów w liczbie tak mnogiej, że czarno-białe łaty zostaną z wami jeszcze przez wiele kilometrów dalej. Choć mieszkam w mieście ( niedużym, ale jednak mieście) to po 20 minutach jazdy na rowerze już pędzę wiejską dróżką szusując pomiędzy żytem, a pszenicą, wymijając krowie placki i wdychając swojski zapach obory.

Skrzyneczki zaufania

W wielu miejscach przy drodze, sprzedawane są kurze i kacze jajka. Czasami są też jakieś warzywa, czy owoce, ale najczęściej jajka. Właściciel jednak nie siedzi nad nimi dzień i noc, chuchając na dzieła swoich szczęśliwych kur, tylko zostawia specjalną skrzyneczkę na której jest wypisaną cena i kupujący zwyczajnie wrzuca pieniądze do środka. Taki drobiazg, ale miło widzieć, że są miejsca w których coś takiego jest możliwe.

skrzyneczka zaufania

Dzika przyroda i raj dla ornitologów

Anglia to bardzo zielony kraj i mimo silnej tradycji łowiectwa, bardzo przyjazny dzikiej zwierzynie. Jest tu mnóstwo rezerwatów, które naprawdę są rezerwatami. Powalone drzewa zostają powalone. Nie ma ingerencji w naturę, a jeżeli się zdarza to jest jak najmniejsza. Jest sporo zamkniętych rezerwatów, gdzie ludzie nie mają wstępu. W częściach parkowych, trawa koszona jest tylko przy poboczach, by nie zakłócać spokoju mieszkańców wysokich traw. Nigdzie indziej w Europie nie widziałam tylko drapieżnych ptaków co w Anglii. Spotkać sokoła, czaplę, czy dzięcioła nie jest tu jakimś szczególnym osiągnięciem. Po zmroku, w bardziej podmiejskich dzielnicach, zające grasują w ilościach wręcz hurtowych.

Walia to nie Anglia.

No dobrze, oficjalnie jest, ale trzeba zaznaczyć, że Walijczycy mają mocno rozwiniętą swoją tożsamość regionalną i lubią czuć się trochę odrębną krainą. Tak zresztą w istocie jest. Wkraczając do Walii, jakoś samoistnie zmienia się klimat. Z grzecznej, poukładanej Anglii jej królewskiej mości, popołudniowych herbatek i równo przyciętych żywopłotów, wkraczamy w strefę pełną celtyckich tajemnic, języka rodem z książek Tolkiena, kurhanów i magicznych legend. Co rusz na samotnych wzgórzach wyrastają mury opuszczonych zamczysk, którym mgły i chmury jedynie dodają uroku. To jedno z tym miejsc w którym tylko czeka się, aż jakiś smok niepodziewanie wzbije się w powietrze.

Angielskie śniadanie

Jajka sadzone, boczek, fasolka w sosie pomidorowym, kiełbaska, a do tego tost z dżemem i sok pomarańczowy. To opis bardzo ubogiej wersji angielskiego śniadania. Niemniej, zatrzymując się na nocleg w miejscu ze śniadaniem z pewnością nie ominą Cię specjały brytyjskiej kuchni śniadaniowej, która bardziej przypomina wczesny lunch, niż klasyczne śniadanie.

Fish & chips

Najpopularniejszy fast food w całej Anglii. Nie ma miejsca, gdzie tego nie znajdziesz. Prędzej zabraknie coli i McDonalda niż tego dania, niemalże narodowego. Jak sama nazwa wskazuje jest to filet z ryby usmażonej w grubej, tłustej panierce z dodatkiem równie tłustych frytek. Ostrzegam, że porcje są bardzo angielskie! Ja nigdy nie jestem w stanie zjeść na raz całej.

Angielskie porcje

Jak powyżej, są duże. Niezależnie czy jest to restauracja, pub ( w angielskich pubach, zawsze jest jakieś menu. Czasem mniej, czasem bardziej zróżnicowane, ale zjeść się zawsze da!), uliczny fast food, wiedz, że głodny stamtąd nie wyjdziesz. Co najwyżej, się wytoczysz. Z przejedzenia.

Paskudny chleb

Serio, gorszego chyba nie jadłam. Chemiczny, napompowany. Osobom z wrażliwszym żołądkiem radzę unikać próbowania. Ból brzucha na początku to norma. Na szczęście w niektórych sklepach można znaleźć nieco lepsze pieczywo. W Tesco bułki są normalne, takie jak w Polsce. W Co-opie też są nie najgorsze. Jest też dużo polskich sklepów, które ratują jelita rodaków. Raz jeszcze, od tostowych, jeżeli wam kiszki miłe, trzymajcie się z daleka!

Ocet

Z dziwnych smaków, Anglicy mają szczególną słabość do octu. Wszystko może być w occie. Szczególnie uczulam przy kupowaniu frytek ( w UK frytki to nie “fries”, tylko “chips” ) i chipsów (ang. crisps), żebyście później sami nie byli zdziwieni!

Herbata z mlekiem

Zamawiając w Anglii herbatę, zawsze zostaniecie zapytani, czy chcecie białą, czy czarną. Ewentualnie herbata i mleczko zostaną dostarczone osobno i jeżeli będziecie mieli ochotę to sobie sami dolejecie. Bez obaw więc, nikt wam na siłę bawarki nie będzie serwował :). Z ciekawostek, herbatę z mlekiem można kupić również w automatach pod hasłem “white tea”, czyli biała herbata. Pamiętam jak na początku pobytu w Anglii z wielkim podekscytowaniem wrzuciłam 50 pensów do starego, podniszczonego automatu, będąc przekonana, że właśnie kupuję luksusową, chińską herbatę. Jakież było moje rozczarowanie, gdy ten, w odpowiedzi najpierw wypluł najzwyklejszy czarny napar, a po chwili rzężenia dorzucił drugie tyle, nienajświeższego już mleka…

Gniazdka elektryczne

Gniazdka elektryczne są inne niż w Polsce, dlatego wybierając się do Anglii zaopatrzcie się w przejściówkę. Można ją kupić na miejscu, ale trzeba się trochę naszukać ( więcej jest przejściówek działających w drugą stronę – logiczne), dlatego lepiej kupić ją przed wyjazdem.

Charity shops

Bardzo popularne i bardzo fajne. Coś jak nasze second-handy, ale nie do końca. Charity shops, to sklepy prowadzone przez różne fundacje charytatywne. Jeżeli czegoś nie używasz, nie potrzebujesz, a jest w dobrym stanie, zamiast chomikować w niedomykających się piwnicach, oddajesz do takiego sklepu, tym samym wspomagając organizację. Tak samo, kupując. Co tam można znaleźć? Wszystko. Od zwykłych ubrań, po markowe torebki. Meble, wyposażenie wnętrz, przedmioty codziennego użytku, kosmetyki… Czasem można trafić na prawdziwe perełki w naprawdę symbolicznej cenie. Moja ulubiona zdobycz to piękne, stare, rzeźbione szachy, które kupiłam niemal za bezcen w porównaniu do rynkowych stawek.

Gotowce i foliowe woreczki

Obrana i starta marchewka, ogórek w plasterkach, pokrojone pieczarki. Ilość gotowych dań, zestawów obiadowych, a nawet kanapek, jest przeogromna. Czasem zastanawiam się czy w tym kraju ktoś jeszcze gotuje. Foliowe woreczki zużywane są w przerażających ilościach. Podwójne, a nawet potrójne pakowanie niektórych produktów to norma. Duża paczka chipsów po otwarciu prezentuje kilkanaście mini paczuszek, a w pudełku ciastek, bywa, że każde ciastko zafoliowane jest osobno.

Miejsca noclegowe

Wybór jest spory. Oprócz standardowych hoteli i moteli, bardzo popularne są tutaj B&B, czyli bed and breakfast ( łóżko i śniadanie). Są to małe, rodzinne pensjonaty, które są dużo przyjemniejsze od zwyczajnych hoteli, a przy okazji też tańsze. W krajach anglosaskich tradycja zatrzymywania się podróżnych w prywatnych domach dotyczyła niegdyś gościny osób z tej samej grupy społecznej, czy tego samego zawodu. Obecnie jest to najbardziej rozpowszechniony sposób zakwaterowania, który pozwala liznąć nieco brytyjskiej kultury, kuchni, a czasem i poznać, nowych, fajnych ludzi. :)

Namiot

W przeciwieństwie do Szkocji, która jest biwakowym rajem w Anglii musisz zachowywać bardziej dyskretnie. Dziki camping jest tolerowany, ale tak by nie rzucał się w oczy i nikomu nie przeszkadzał.

Jest za to sporo płatnych miejsc campingowych. Brytyjczycy uwielbiają camperowanie na łonie natury, ale ze stosownymi udogodnieniami. Możesz się więc spodziewać wi-fi, sklepiku ze świeżym pieczywem (nie łudź się, angielskim pieczywem ;)), bądź baru. O prąd, ciepły prysznic, czy miejsce na doładowanie butli z gazem tym bardziej się martwić nie musisz. ;) Jeżeli kiedyś natkniesz się na camping, którego cena będzie daleka od tego do czego przywykłeś, już wiesz dlaczego. :)

Muzea

Są darmowe! Wszystkie państwowe galerie sztuki i muzea są dostępne za darmo, a największe i najlepsze są w Londynie! Wiem, że nie każdy lubi stać przed gablotkami, ale zaręczam, naprawdę warto. Takich zbiorów nie znajdziecie nigdzie indziej! Szczególnie polecam British Museum (Londyn) i Natural History Museum (Londyn), dla mnie z perspektywy archeologa i etnologa, było to jak wycieczka do lunaparku. Dla nieprzekonanych, być może Since Museum (Londyn) okaże się ciekawsze.

Parkingi

Niestety w większych miastach nie ma co liczyć na darmowe parkowanie. No chyba, że gdzieś na dalekich przedmieściach, jeżeli ktoś lubi dłuuuugie spacery. W innym wypadku polecam taką oto aplikację  oraz stronę.

Pokaże gdzie i za ile są parkingi w wybranym mieście. Zazwyczaj im bliżej centrum, tym droższe, jednak nie jest to reguła. Np. w Liverpool jeden z najtańszych parkingów i zwykle też dość pusty (nawet w weekendy!) znajduje się prawie w samym centrum, tyle, że trudno tam trafić.

 

Komunikacja miejska

To dość rozległy temat i w różnych miastach Anglii funkcjonuje nieco inaczej, ale generalnie podróżując komunikacją miejską, zwłaszcza w dużym mieście, często bardziej opłaca się wykupić bilet całodniowy. Tańsze są również bilety off-peak single / off-peak return (pociąg i metro ), czyli poza godzinami szczytu ( jakie są te godziny w danym mieście, najlepiej dopytać podczas zakupu lub sprawdzić na stronie przewoźnika).

Podróżując pociągiem, zamiast kupować osobno dwa bilety na podróż w jedną stronę i później powrotny (Anytime Day Single), lepiej od razu kupić Anytime Day Return, który umożliwia również powrót tego samego dnia i jest w tej samej cenie. W przypadku dłuższej trasy w jedną stronę warto polować na bilety Advanced, które pojawiają się na 12 tygodni przed planowaną trasą. Są to bilety na konkretną godzinę u określonego przewoźnika. Możesz ich szukać za pomocą tej wyszukiwarki / lub sprawdzać na stronach przewoźnika w wybranym rejonie.

Planując dłuższą tracę, pociąg zaoszczędzi Wam trochę czasu. Innymi słowy, pendolino może się tu schować. Kiedyś z ciekawości sprawdziłam za pomocą aplikacji w telefonie jak szybko jeżdżą tu przyśpieszone pociągi – niemal 200 km/h w maksymalnych momentach. Nieźle, prawda? Trasa z okolic Liverpoolu do Londynu, która samochodem zajęłaby około 5 – 6 godzin, pociągiem zajęła mi 2 i pół…

 

 

Jeżeli coś jeszcze Was w tym kraju zdziwiło/ zaskoczyło/ przeraziło/ zachwyciło/ niepotrzebne skreślić , a może przydać się komuś w podróży to śmiało, dzielcie się w komentarzach! Przyznaję, że po niemal dwóch latach tutaj, coraz trudniej wyodrębnić mi niecodzienne cechy tego kraju, bo zwyczajnie już ich nie zauważam. ;)

Tags: