fbpx
KrajeSzkocja

The North Coast 500 – Najpiękniejsza trasa w Szkocji (cz.2)

Kolejna część relacji z trasy The North Coast 500. Tym razem wybrzeże północne i wschodnie. Szkocja nadal zachwycająca, słońca coraz więcej, deszczu coraz mniej :) Dotrzemy tam gdzie maskonury mówią dobranoc (niestety tylko w sezonie wiosennym), włochate krowy przeglądają się w lusterkach, a foki jak to foki… leżą i patrzą.

Część pierwsza tutaj!

Wybrzeże północne

Durness

Niewielkie miasteczko, które samo w sobie nie jest jakoś szczególnie ciekawe, ale zimnolubni miłośnicy plażingu będą usatysfakcjonowani. Plaża długa i szeroka o refleksyjnym nastroju z widokiem na stary cmentarz. Tym razem to nie ironia. Plaża znajduje się  z daleka od głównej drogi i naprawdę całkiem ładnie położona! Delikatnie schodzi do wody i ma świetne fale dla początkujących surfingowców. O ile ktoś lubi mrozić tyłek.

 

 

plaża

plaża

 

 

Smoo Cave 

To kolejna warta zgłębienia atrakcja w Durness. Nawet dosłownie, bowiem jest to wielka jaskinia ciągnąca się pod miasteczkiem. Do środka można zajrzeć za free ( fajny podziemny wodospad), a chętni na zwiedzanie łódką ( częściowo też piechotą – jest to trasa geologiczna i zajmuje ok. 20 min.) płacą 6 funtów/os, dzieci – 3f/os. Czy warto nie wiem, bo nie skorzystaliśmy, ale w okolice samej jaskini polecam się przespacerować. Stamtąd prowadzi szlak w kierunku klifów i nie wiem jak w innych miesiącach, ale w sierpniu jest to jedno najpiękniejszych wrzosowisk jakie dane mi było ujrzeć po drodze…  Z jednej strony ocean, z drugiej widok na góry i rozległe, zielone polany pokryte soczystym fioletem i owcami. Jest efekt wow!

 

miasteczko nad jaskinią

 wrzosowiska

wrzosowiska z widokiem na góry

widok na morze

Cannabeinne Beach

I oto ona! Nasz plażowy zwycięzca! Kawałeczek za Durness, doskonale widoczna z drogi. I to jest chyba jej jedyny minus.  Wystarczy jednak zejść w dół na plażę i przejść się kawałek wybrzeżem, aby znaleźć bardziej osłonięte miejsca i w spokoju cieszyć się turkusową zatoczką o w otoczeniu uroczych, acz żarłocznych mew.  Zdecydowanie najładniejsza plaża w Szkocji. Póki co.

 

 plaża

 

 

Konkurencyjna może okazać się nieco trudniej dostępna ( tu już ma duży plus)  Sandwood Beach na na szczycie zachodniego wybrzeża do której jednak tym razem nie dotarliśmy… Jeżeli ktoś był niech koniecznie da znać jak wrażenia!

Droga wzdłuż Loch Eribool

Panie i Panowie szykujcie aparaty, czyście karty i ładujcie bateryjki, bo oto przed Wami wywołująca szybsze bicie serca i tik nerwowy palca na spuście migawki, trasa wokół wyjątkowo malowniczo położonego, morskiego  jeziora (jezioro ma ok. 16 km długości, a trzeba je objechać niemal dookoła, więc jest co podziwiać).

 

 droga nad jeziorem

przyczepa nad jeziorem

wysepki na jeziorze

 droga wzdłóż jeziora

Dounreay Nuclear Power Development Establishment

Nieczynny ośrodek badań jądrowych straszy z daleka, podobnie jak tabliczki straszące strefą wolnego ognia. Ten mało subtelny znak daje do zrozumienia, że wycieczek tam nie przewidziano. Zalecam również omijać najbliższe plaże, chyba że ktoś lubi radioaktywny plankton. Słyszeliście o świecącym w nocy planktonie? A co jeśli… prawda jest inna? (mrożąca krew w żyłach muzyczka)

 

 

tabliczka na plaży z ostrzeżeniem o radioaktywności

 

 

Sandside Bay Beach – Można natknąć się na takie tabliczki. Na szczęście zauważyliśmy je zanim radośnie rozstawiliśmy namiocik. A już zdążyłam wypatrzyć sobie idealny konar do wypatrywania syren. Kto wie co tam zmutowało…

Thurso

Jedyne większe miasto w całej północnej Szkocji. Można by wręcz rzec metropolia! Liczba ludności wynosi niemal całe 7,933 osób i mają Tesco! Jeżeli potrzebujecie szerszego asortymentu niż w wiejskich sklepikach, jest szansa, że tutaj to znajdziecie. Chodzi mi przede wszystkim o sprzęt fotograficzny, turystyczny, kabelki, śrubokręty, zapasowe koła, czy co tam w drodze Was zaskoczy. Nie ma się co czarować. W tej części Szkocji liczba specjalistycznych sklepów jest ograniczona. Warto o tym pamiętać, pakując się ;).

Dziki nocleg w okolicach?  W pobliżu Tounge, czyli jakieś  70 km przed Thurso uznaliśmy, że czas na spoczynek. Zaczęliśmy więc wnikliwiej przyglądać się przydrożnym rowom, bocznym alejkom, ukrytym parkingom, a nawet z pewną nadzieją zajeżdżać w każdą obiecująco wyglądającą ( na mapie) zatoczkę z widokiem na plażę. Niestety. Wszystkie boczne drogi okazywały się drogami do prywatnych domów, a ledwo widoczne zejścia do plaży obiecywały wpierw kilku kilometrowy spacerek. Poszukując czegoś bardziej „na miejscu” zacumować udało nam się dopiero za Thurso na niewielkim, podleśnym parkingu ( kilka kilometrów przed plażą w Dunnet, jadąc od Thurso po lewej zobaczycie tabliczkę skrętu na leśną trasę spacerową). Samo miejsce może nie jest jakieś szczególne, ale po długich poszukiwaniach czegokolwiek i tak byliśmy zachwyceni. Poza tym niedaleko przy wspomnianej plaży są całodobowo otwarte toalety. Jest też tam duży parking oraz ( w końcu!) duża, ładna plaża. Jednakże… jest tam też płatne pole campingowe i wyraźny zakaz całodobowego parkingu. Tak co by nikogo nie kusiło.

Był też plus sytuacji. W końcu dopadliśmy włochate krowy! No dobra, ja dopadłam. I przepadłam…

Szkockie krowy

Szkockie krowy

Szkockie krowy

Szkockie krowy

krowa wylizująca lusterko samochodu
Każda elegantka dba o czystość swojego lusterka :)
krowa przegladająca się w lusterku samochodu
Teraz można się przejrzeć! Grzywka na bok, a może z przedziałkiem…?
krówki udają się na spoczynak
Tam gdzie mieszkają dzikie stwory…

 

 

 

Kawałeczek dalej jest też zjazd na Dunnet Head – latarnie morską i wiele przyjemnych miejsc do rozbicia się po drodze. O tym jednak dowiedzieliśmy się dopiero następnego dnia.

Dunnet Head

Już bardziej na północ się nie da. Przynajmniej nie w Szkocji. Dunnet Head to najbardziej na północ wysunięty cypel na którym dumnie stoi latarnia, a wokół pasą się owce ( jak wszędzie zresztą).  Otoczona przez dramatyczne urwiska wpadającymi wprost do oceanu z dziesiątkami ptaków krążącymi u naszych stóp robi imponujące wrażenie. Na skałach gnieżdżą się mewy, klify porasta gęsty wrzos. Nic tylko zalec i tak zostać.

 

klif na morzem

wrzosy z latarnią w tle

napis na skale - alien landing
Niestety nie udało nam się rozwikłać zagadki kosmicznego lądowiska… ;)

John O’Groast

Co tu się nie wyrabia?! Tylu autokarów wycieczkowych co tam, nie widzieliśmy przez całą dotychczasową drogę! Tłumy większe niż cała populacja Szkocji. Istne Szaleństwo! Normalnie nie jestem fanką takich miejsc zlotu, ale tutaj to nie przeszkadza. Cała północ jest tak cudownie dzika i pusta, że jest to nawet zabawną ciekawostką. Już wiem, gdzie podziali się wszyscy turyści. Samo to miejsce jest najdalej wysuniętą na północ wioską i… to tyle. Jest za to sztandarowy znak, że tu ląd się kończy, przy którym tłumek nigdy się nie rozrzedza. Kilka prężnie działających sklepów z pamiątkami, toalety, knajpki, kawiarnia i najważniejszy punkt programu….całodzienne rejsy wycieczkowe na Orkady lub nieco krótsze i bliższe w poszukiwaniu dzikiej zwierzyny.

 

John O’Groast - tablica wjazdowa

słup wskazujący kierunki świata

kolorowe budynki w okolicy

tablica pamiątkowa

szkot grający na dudach
Jest klimat :)
Mural przedstawiający maskonura
No i mam swojego maskonura :)

 

 

Aktualne rozkład rejsów możecie sprawdzić tutaj .

Nie ma potrzeby wcześniejszego bookowania, ale może zdarzyć się (wedle ulotki), że zabraknie miejsca, a rejs dziennie jest tylko jeden.  Nawet ten krótki.

My załapaliśmy się na 90 minutową wycieczkę dookoła wyspy Strome (Wildlife Tour), która liczy zaledwie 127 mieszkańców oraz pokaźną kolonię fok. Rejs był bardzo przyjemny, foki machały, a gdy dopadła nas mała ulewa można było schować się pod pokładem i nadal podziwiać widoki zza okien.

Info dla fotografów : Jeżeli macie chrapkę na portret słodkiej foczki, bez teleobiektywu się nie obejdzie…

Rejsy odbywają się od maja/czerwca do końca września.

Orkady – 66 funtów/ os.

Wildlife Tour – 18 funtów/os.

Dzieci poniżej 16 roku życia płacą połowę, a na Wildlife Tour dodatkowo gratis schodzą maluchy poniżej 5 lat. Są też zniżkowe bilety rodzinne. Wszystko do sprawdzenia na stronie.

 

rejs statkiem

Widok na wyspę
Porzucone chałupki na wyspie Strome
owce na wyspie
(prawie) jedyni mieszkańcy wyspy

wybrzeże wyspy

Duncansby Head

Złoty Puffin! To zaznaczam od razu, żeby przypadkiem ktoś się tam nie zapędził zapominając naładować baterii. Tak jak mi się to często zdarza… O moim nadludzkim sprincie do samochodu po nową baterię tuż przed odpłynięciem statku z John’ O Groast lepiej nawet nie wspominać… Ale do rzeczy. Duncansby Head to wysunięty najdalej na północ przylądek o niezwykle malowniczo wyrzynających się z wody skałach w kształcie gigantycznych zębów prarekina.  Na zębach… znaczy skałach, gniazdują setki ptaków, które wirują wokół ostańców wydając przeraźliwe dźwięki. Przysięgam, że o zachodzie słońca, gdy cienie się wyciągają, a całe to widowisko tonie w pomarańczowej poświacie można odnieść wrażenie, że to pterodaktyle majaczą w oddali, a z wody zaraz wychynie megalodon. Klimat niczym z Jurassic Parku…

 

Godziny szczytu na drodze :)
urwisko z gniazdami ptaków
Na skałach gniazdowało dziesiątki ptaków. Tutaj słabo widać, ale było ich gęsto.

 

widok na ostańce wyłaniające się z morza

Setki krzyczących ptaków, foki w oddali i klimat niczym z Jurassic Parku!

 

 

A teraz czytajcie uważnie… jeżeli macie ochotę zejść tam gdzie nikt nie schodzi i przyjrzeć się temu wszystkiemu z bliska to po lewej od głównego punktu widokowego znajdziecie furtkę… Za furtką jest z kolei zejście na kamienistą plażę pod klifami. Zejście jest nieco strome, a kamienie spore, więc trzeba po nich skakać, ale da się. Tylko uważać na wodorosty, bo robi się bardzo ślisko. Jeżeli będziecie mieli szczęście to i foki Was zaszczycą. Raczej nie podpłyną blisko, ale pogapią się na Was z oddali z równym zainteresowaniem co Wy na nie. Nas śledziły do samego końca.

Podobno jest to też ulubiony zakątek maskonurów, ale jak się przekonaliśmy, poza czasem wylęgu ( marzec-kwiecień)  niestety tam nie zaglądają.

 

 

 

owca w świetle zachodzącego słońca
Owce idą spać :)

Wybrzeże wschodnie

Wschodnie wybrzeże trasy The North Coast 500, widokowo nie jest już tak porywające jak wcześniejsza droga. Z wąskich, krętych dróg i milionem owiec, które wymuszały wolniejszą jazdę, trafiamy na szeroką, prostą jezdnię, która poprowadzi nas już prosto do Iverness. Po drodze, niewielkie miasteczka, pastwiska i ładne, acz nieco monotonne już widoki. Dzika Szkocja się skończyła wraz z postojem w Wick.

Wick

Drugie największe miasteczko w północnej Szkocji i pierwsze zwiastujące koniec dzikszej części trasy. Od tej pory jazda ulegnie przyspieszeniu, stacje benzynowe wyrosną jak grzyby po deszczu, a napotkane miejscowości będą miały nieco więcej niż pięć domów na krzyż. Szkoda.

Dunrobin Castle

Po drodze mijamy Durobin Castle. Najokazalszy zamek północnej Szkocji z podobno bardzo ładnymi ogrodami w stylu francuskim (wstęp – 11,50 f/ osobę dorosłą). Jako, że przez ostatnie kilka dni pięknej natury mieliśmy pod dostatkiem, to jedynie rzucamy okiem na zamek i jedziemy dalej.

 

zamek

Cairngorms National Park – Loch Morlich

Jest to co prawda poza trasą The North Coast 500, ale przypadkiem zahaczyliśmy i aż żal by było o tym miejscu nie wspomnieć. Jest to największy w całej Wielkiej Brytanii  park narodowy (4528 km2) położony w górach  Cairngorms. My zobaczyliśmy maleńki kawałeczek w postaci wielgachnego jeziora, otoczonego lasem i górami. I najprawdziwszą plażą! Góry, las i plaża w jednym miejscu! No czegóż chcieć więcej?

Pogoda była wyborna (w końcu!) i aż prosiła się ostatni, porządny camping. Przepiękny zachód słońca artystycznie muskał szczyty gór, a jezioro lśniło złotem niczym grzywka szkockiej krowy. No sielanka po prostu!

Praktycznie

Był jednak pewien szkopuł. Mimo, iż plaża piękna, długa i szeroka (czyli jest gdzie namiot postawić), to parking przyplażowy głośno i wyraźnie, za pomocą tabliczek ostrzega, że na noc zostawiać samochodu tu nie można. A jest to jedyne miejsce, gdzie da się w okolicy legalnie zaparkować. Okazuje się również, że na plaży owszem można namiot rozbić, ale w tzw. części namiotowej, która jest kilka kilometrów dalej. Wszytko jest tak ustawione, aby namiotowe luksusy możliwe były wyłącznie dla niezmotoryzowanych piechurów z tobołkiem dobytku na plecach. Dlaczego? Raz, że zapewne chroni to tutejszą plażę przed zalewem amatorów imprez w terenie, a dwa, że tuż obok znajduje się płatny camping na wypasie.

Nas wypas nie rusza, a cena nie zachęca (24 funty za samochód osobowy i miejscem dla dwóch osób).  Dylemat ten postanowiliśmy przedyskutować przy ognisku, posilając się pieczonymi marshmallowami.

Stwierdziliśmy następujące fakty:

  • Marshmallowy smakują lepiej na filmach, niż w rzeczywistości
  • Do degustacji przyłączyły się highlandzkie meszki. Z tym, że degustowały nas…
  • Ognisko nie działają antymeszkowo
  • Jako, że po 5 minutach mieliśmy wrażenie, że otoczeni jesteśmy przez wszystkie meszki świata, dylemat sam się rozwiązał… Wiejemy!

 

plaża nad jeziorem

drzewa

zachód nad jeziorem

ognisko na plaży

 

Jeżeli reszta parku jest tak samo zachwycająca jak ten mały skrawek przy drodze, a jestem przekonana, że tak jest, to trzeba tu wrócić!

 

strumyk w górach

górski szlak

 

Tags: