fbpx
HiszpaniaKraje

Wyspy Kanaryjskie – Dla kogo Fuerteventura?

Są takie miejsca, którymi zachwycić się jest łatwo. Już od pierwszej chwili, nie wiedząc o nich nic, łapią za serce i nie puszczają aż do dnia odlotu. Tak po prostu. Są i takie, których introwertyczna natura wymaga głębszego poznania, aby w pełni docenić ich charakter. Skomplikowane, wielowymiarowe, których odkrywanie jest wyzwaniem i przygodą samą w sobie.

Szorstkie oblicze Fuerteventury

Fuerteventura nie należy do żadnej z tych kategorii. Jest prosta, jasna, wręcz transparentna. Gra w otwarte karty. Wie, że nie ma wielu asów w rękawie. W końcu 90% jej powierzchni to piach, skała i kamienie. Nic więcej. Jednak zdaje sobie również sprawę, że ten piach to równocześnie jej największy atut. Bajeczne, rajskie wręcz plaże tworzą najdłuższą linię  brzegową naturalnych plaż (ponad 150). Szerokie o drobnym i niemal równie białym jak mąka, piasku, delikatnie zanurzają się w turkusowym oceanie. Utopijne widoki kuszą z perspektywy morskich szlaków, ale Fuerteventura nie jest gościnną panią domu, nie troszczy się o swoich odkrywców. Smaga ich ostrym wiatrem, twarz tnie piaskami pożyczonymi  od sąsiadki – Afryki. Choć turystyka stanowi główną gałąź jej gospodarki, nie zabiega o nich. Nie wychodzi na przeciw. Na wyspie nie znajdziesz bankomatów, angielski usłyszysz z rzadka, a po 16:00 wszelkie życie na wyspie zamiera.

Mimo swojej niegościnnej natury, wielbicieli jej nie brakuje. Znacie ten typ kobiety, która choć nie jest pięknością, nie skrywa szczególnych zalet ducha i właściwie nie jest szczególnie ciekawa, posiada jedną, istotną umiejętność. Celująco wodzi za nos. Nie flirtuje, nie uwodzi. Po prostu odwraca się tyłem i lekceważąco odchodzi. Uśmiecha się pobłażliwie, pozwalając się przez chwilę adorować, po czym ziewa i zsyła burzę piaskową, morderczą falę i hiszpańskiego urzędnika banku, który ni w ząb nie rozumie, ani nawet nie stara się zrozumieć, czego od niego chcesz. Robi tak na okrągło i naprawdę nic więcej sobą nie reprezentuje, a mimo to faceci latają za nią z wywieszonym jęzorem. Taka jest właśnie Fuerteventura. Niezbyt skomplikowana, ale wyniosła, pewna siebie i lekceważąca.

 

Fuerteventura panorama

Czarne plaże Fuerteventury

Drogi na fuerteventurze

Wulkaniczna staruszka

Tak ją w każdym razie odebrałam. Przyznaję jednak, że nie miała okazji oczarować mnie bardziej, gdyż  nasz pobyt nie trwał tam długo, bo zaledwie niecałe 4 dni. Wcześniej odwiedzaliśmy czarującą od pierwszego wejrzenia, La Palmę i Fuerteventura była jedynie bardzo celowym przystankiem po drodze do domu. Mianowicie, miała mi umożliwić realizację mojego odwiecznego marzenia – surfingu. Nie powiem, trochę bardziej marzyły mi się w tym zakresie Hawaje. Wiecie, palmy, kokosy, kwietne girlandy na szyi i wszechobecne Aloha! Jednak nie ma co wybrzydzać, bo Fuerteventura, też daje radę, a dla takich początkujących  jak ja, jest wręcz idealna! :)

 

 

No dobrze, surfing, surfingiem, ale wyspę zwiedzić trzeba. W końcu nie po to ląduje się w gigantycznej kuwecie, żeby całe dnie leżeć plackiem na plaży. Nawet jeżeli się jest przygniecionym deską i kilkoma falami.

Fuerteventura jest najstarszą wyspą wśród wszystkich wysp Kanaryjskich. Ten powulkaniczny, pustynny kawałek lądu liczy sobie około 21 milionów lat i jest drugą co do wielkości wyspą archipelagu, którą samochodem objechać można w ciągu… 4-5 godzin. Ja widzicie, nie trzeba się specjalnie spinać, żeby ze wszystkim zdążyć.

 

Fuerteventura z lotu ptaka

Kozy i sery Majorero

Dróg Fuerteventura nie ma wiele, ale każda z nich zdaje się nie mieć końca. Jej przebieg widzisz przez wiele, wiele kilometrów. Jest prosta jak linijka i długa jak lekcja matematyki. Niewiele niespodzianek czyha po drodze. Najbardziej zaskakującym punktem przejażdżki bywa samotna, zielona palma w oddali, jako że, zieleń jest tu kolorem deficytowym.  Z krzaków nic nie wyskoczy, bo krzaków nie ma. Podobnie jak zwierząt, domów, czy ludzi. Od czasu do czasu natkniesz się jedynie na kozę żującą niemrawo zbrązowiałą kępkę traw pod samotnym wiatrakiem.

Dom na pustyni Fuerteventura

Samotna palma

Drogi Fuerteventury

Kozy - Fueteventura

pomnik kozy

 

Kozy to tutejszy symbol. Opanowały pocztówki, magnesy na lodówkę i mistrzostwo w kategorii survival. Doprawdy nie mam pojęcia, co one tak zawzięcie skubią, bo prócz pustynnego piachu, niewiele tu do zeżarcia. Coś jednak skubać muszą i to z dobrym skutkiem, bo ich autorskie wyroby w postaci sera Majorero, dostępne są w każdym zakątku wyspy (w miasteczku Atiqua znajduje się nawet serowe muzeum). Podobno jest ich na wyspie więcej niż ludzi i w to jestem w stanie uwierzyć. Nie żeby jakoś szczególnie przelewały się przez pustynne krajobrazy Fuerteventury, ale przejeżdżając przez okoliczne miasteczka, niejednokrotnie miałam dziwne wrażenie, że gdyby nie turyści, nie byłoby tutaj żywego ducha.

Dla smakoszy nadmienię, że najsmaczniejsze sery to podobno takie, które leżakowały około czterech miesięcy. Na ich unikalny smak (wszystkich serów Majereo, nie tylko tych czteromiesięcznych ;)) ma dieta tutejszych kóz, które, które ponoć szczególnie gustują w dzikim majeranku.

  • Oueso fresco/tierno –  ser świeży, miękki (dojrzewający około 8-20 dni)
  • semicurado – ser półtwardy (dojrzewający 20-60 dni)
  • currado – ser twardy i najdroższy (dojrzewa od 2 miesiący do roku)

Wiatraki i mąka goffio

Mąka gofio, która współcześnie jest bardzo popularnym dodatkiem wyspiarskich dań (można nawet skosztować lodów z goffio!),  to w rzeczywistości bardzo stary wynalazek. Początki jej wyrobu sięgają czasów, gdy wyspę zamieszkiwali Guanczowie – pierwotni mieszkańcy Fuerteventury. Mielono ją wtedy w żarnach, które dopiero wiele lat później (XVIII / XIX w.)  zamienione zostały na tak popularne w obecnym krajobrazie wyspy, wiatraki. Niegdyś tworzono ją z prażonych ziaren jęczmienia i korzeni paproci. Dziś robiona jest z żyta, jeczmienia, pszenicy i kukurydzy.

Swoją drogą wiecie, że Fuerteventurskie wiatraki mają płeć? Duże, dwupiętrowe nazywane są  Molino macho, a wiatrak mniejszy, jednopiętrowy to Molina :)

 

Wiatraki Fuerteventury

Miasteczka widmo

Wszystkie miasteczka wyglądają tu bardzo podobnie. Jest placyk. Przy placyku kościół w roli głównej, lokalny sklepik z artykułami wszelkiej maści podstawowej potrzeby, bar i… to by było na tyle. W miasteczkach ciut większych, zdarzy się czasem jakaś świetlica, a nawet boisko. Być może byliśmy tam o złej porze, biorytm był niski, transmisja meczu, powtórka Zbuntowanego Anioła, nie wiem…W każdym razie, tam gdzie atrakcji turystycznych nie było, życia też było mało.

Miasteczko na Fuerteventurze

gra w kulki
Coś się dzieje!

Corralejo

Miejsce zakupowego szaleństwa stworzone z myślą o turystach. Centrum miasteczka to jedno, wielkie centrum handlowe na otwartym powietrzu. Znajdziesz tam piękną, aczkolwiek nie tanią biżuterię z kamieni szlachetnych, koralu, pereł i oczywiście skał wulkanicznych. Mnóstwo tam sklepów ze standardowymi pamiątkami, ręcznie szytymi wyrobami oraz rzecz jasna, wyrobami z aloesu.  Kawiarnie, restauracje, lodziarnie wyrastają na każdym kroku. Całość otoczona przez wielkie gmachy hotelowe, nie pozostawia złudzeń. Lokalny koloryt ostał się o co najwyżej na pocztówkach. Corralejo to baza turystyczna. Nic więcej.

 

Zakupy w Corralejo

 

Corralejo Natural Park

Już myślisz, że z czystym sumieniem możesz spisać Corralejo na straty, gdy wtem Fuerteventura ponownie kpiąco wydyma usta, dając Ci do zrozumienia, że tak łatwo się od niej nie uwolnisz. Tuż za hotelami, niespodziewanie rozpościera się jedna z piękniejszych plaż wyspy ze wspaniałym widokiem na majaczącą w oddali malutką wysepkę Isla de Lobos.

 

Plaża w Corralejo

 

Tuż za plażą z kolei znajduje się Corralejo Natural Park – pustynia pośrodku pustyni!. I znów jak ten głupi, z rozdziawionymi ustami pełnymi piasku, pędzisz na przyciągające niczym magnes z kozą, wydmy, usypane przez ….? No właśnie.  Różne plotki krążą na temat powstania tej osobliwej pustyni. A to, że z Afyki przywiało, inni twierdzą, że dnem oceanu wprost z sahary przywędrowało. Najbliższa prawdy jest jednak prawdopodobnie teoria mówiąca, ze wydmy Corralejo to nic innego jak efekt ostatniego zlodowacenia, podczas którego dno oceanu było kompletnie suche, co pozwoliło piaskom na przedostanie się na wyspę.

 

wydmy w Corralejo Natural Park

wydmy Corralejo
Wiatr i piasek to bolesne połączenie ;)

Corralejo Natural Park na Fuerteventurze

Morro Jable

Chyba najbardziej przerażające miejsce na wyspie. W każdym razie dla nas. Targowisko w Corralejo to przy tym pikuś. W porównaniu z Morro Jable, Corrolejo jest oazą ciszy, pustki i spokoju. Sklepowi naganiacze przekrzykują się w ofertach, tłumy turystów lawirują pomiędzy dmuchanymi flamingami, ręcznikami plażowymi z wizerunkiem Presleya i stoiskiem z różowymi okularami przeciwsłonecznymi wysadzanych cyrkonią. Kicz w najczystszej postaci miesza się tam drogimi butikami typu Gucci, czy salonu oryginalnych szwajcarskich zegarków.  Dla każdego coś miłego.

 

latarnia morska w Morro Jable

Kawiarnia w Morro Jable

Goło i wesoło

Idziemy sprawdzić plażę. Chyba najbardziej obleganą na wyspie, choć wcale nie najpiękniejszą. Coś za coś. Albo piękne widoki, albo drinki z palemką. Już wiemy, że wielbicieli tych drugich tam nie brakuje. Podobnie jak entuzjastów równomiernej opalenizny, wesoło spacerujących tu i ówdzie w stroju Adama i Ewy.

Lojalnie ostrzegam, że nie ma tu wydzielonych terenów dla wszędobylskich ” jak bozia stworzyła”  plażowiczów i reszty świata. Są plaże dla nudystów i plaże mieszane. Jeżeli ktoś ma z tym problem, to lepiej niech rozważy inną destynację ;).

Pocieszne kity  i żółwie przedszkole

Sytuacja się powtarza. Już mamy opuścić Morro Jable z pełnym przekonaniem, że niczego fajnego tu nie znajdziemy, kiedy zza przyplażowych wydm wyłania się pasiasta kita. Po chwili kolejna i jeszcze jedna. Po kilku minutach otacza nas zgraja tutejszych wiewiórek, ciekawsko węszących za ewentualną przekąską. :)

 

Fuerteventura i wiewiórki

 

gołębie kłaniające się papudze - Fuerteventura
Papugi cieszą się szczególnymi względami nawet wśród lokalnego ptactwa ;)

 

Ponadto, okazuje się, że w pobliskim porcie, kawałeczek na zachód od Morro Jable znajduje się żółwie przedszkole i coś w rodzaju placówki opiekuńczej dla uratowanych żółwi, które są później z powrotem wypuszczane do oceanu (Guardería de tortugas). Miejsce jest raczej nieduże i trochę ukryte. Gdyby nie nawigacja GPS, ciężko byłoby tam trafić. Wstęp jest darmowy, ale są skrzyneczki na datki. Warto coś wrzucić, żółwiki będą Wam wdzięczne ;).

 

Żółwie pszedszkole - Fuerteventura

Żółw morski - Fuerteventura

Guardería de tortugas otwarte jest od poniedziałku do piątku w godzinach od 9:00 do 13:00

El Cotillo

Niegdyś najważniejszy port na wyspie (w XIX wieku zaszczyt ten przeszedł na Puerto del Rosario – obecną stolicę wyspy), obecnie senne miasteczko rybackie z kilkoma restauracjami i mocno kontrastującymi z dawną zabudową, gmachami hotelowymi rezydującymi na obrzeżach miasta. El Cotillo to wyjątkowo spokojne miejsce. Być może z powodu wulkanicznej plaży, która w niczym nie przypomina tych  z których Fuerteventura słynie. Zamiast białych piasków, mamy tu czarne skały, które zdają się wręcz wrastać w mury El Cotillo.

 

Fuerteventura - miasteczko El Cotillo

Krajobraz El Cotillo

Fuerteventura - plaża w El Cotillo

Pies w El Cotillo

Uliczki w El Cotillo - Fuerteventura

Fuerteventura - Miasteczko El Cotillo

Montańa Cardón

Prawdopodobnie najbardziej fotogeniczne pasmo górskie na całej wyspie. Choć w głębi lądu widoki wszędzie są dość podobne, trzeba przyznać, że tutaj Pani Fuerteventura prezentuje się wyjątkowo kusząco.

 

Fuerteventura - widok z punktu widokowego na Montana Cardon

 

Najlepszy widok, wręcz pocztówkowy, roztacza się z punktu widokowego Sicasumbre (Astronomical viewpoint Sicasumbre). Tam też spotkała nas najpiękniejsza niespodzianka podczas całego pobytu na wyspie. Tuż przy szlaku na punkt widokowy siedział sobie kruk. Przyglądał się nam z zainteresowaniem, nie okazując najmniejszego nawet niepokoju. Był niesamowity. Nawet podczas mojej namolnej sesji zdjęciowej, zerkał jedynie niewzruszenie, zastanawiając się zapewnie co też ja wyrabiam. Na pożegnanie popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy i chcąc, nie chcąc podążyłam za Michałem, który był już w połowie drogi na górę. Gdy wróciliśmy, kruka już nie było.

 

Kruk w Montana Cardon

Fuerteventura - kruk w Montana Cardon

 

Dlaczego było to takie niesamowite? Nie wiem, czy wiecie, ale spotkać kruka wcale nie jest tak łatwo. Ptak ten często mylony jest z gawronem, który dość pospolicie urzęduje w naszych miastach. Symbolika kruka jest niemniej ciekawa. W wielu kulturach widzi się w nim przewodnika, czy wręcz strażnika tajemnic.

Ajuy

Niewielkie rybackie miasteczko z kilkoma równie niewielkimi restauracyjkami oraz mroczną, czarną plażą. Klifami biegnie szlak z którego roztacza się całkiem ładny widok na najbliższe okolice i ukryte w skałach jaskinie, niegdyś zapewne będące pirackimi schowkami na rum ;).

 

Fuertevenura - czarna plaża w Ajuy

Fuertevenura - miasteczko Ajuy

Fuerteventura - pirackie jaskinie w Ajuy

Betancuria

Niegdysiejsza stolica Fuerteventury, nosząca nazwę na cześć swojego założyciela (1404 rok) Jean de Bethencourt’a,  a obecnie miasteczko o najmniejszej populacji zarówno na wyspie jak i całych Kanarach. Ukryte pośród surowych, pustynnych wzgórz przed piratami, teraz kryje się przed światem. Mimo, że jest jednym z najczęściej odwiedzanym przez turystów miejscem na wyspie, to po godzinie 16:00 nie ma już tam czego szukać. Kilka knajpek, małe centrum aloesu, Muzeum archeologiczno-etnograficzne i pokaźny kościół zamknięte są na cztery spusty. Pozostaje spacer pomiędzy białymi domkami, otoczonymi niewielkimi plantacjami i (zielonymi!) palmami. Jest to chyba jedyne zielone miasteczko na całej wyspie, co sprawia dziwne, trochę absurdalne wrażenie. Jak gdyby zostało tam wklejone.

 

Fuerteventura - miasteczko Betancuria

Fuerteventura - sklep aloesu w Betancuria

Fuerteventura - kościół w Betancuria

Fuerteventura - piękna Betancuria

Aloesowa La Oliva

Jedno z sennych miasteczek znajdujące się nieopodal farmy aloesu. W wielu miejscach na wyspie znajdziecie produkty Aloe Vera, które pochodzą właśnie z takich lokalnych upraw. Na etykietkach powinniście znaleźć hasło Aloe Barbadensis, co oznacza, że jest to produkt stworzony ze świeżych liści aloesu (większość rynkowych produktów, które widzicie w sklepach mają w sobie dodatki koncentratu lub sporszkowanych liści aloesu. Tak więc nawet 99% aloesu w kremie, nie zawsze świadczy o jakości. Istotny jest nawet wiek aloseu. Przez pierwsze dwa lata wzrostu, aloses sam dla siebie potrzebuje wszelakich dobroczynnych substancji. Dopiero starsza roślina zaczyna magazynować nadwyżkę w swoich żelowych liściach. Im starszy aloes, tym mocniejsze właściwości.)

O dobroczynnym wpływie aloesu na nasze zdrowie (oraz innych niezwykłych roślinach) możecie poczytać tutaj.

Fuerteventura - farma aloesu w La Olivia

 

Magiczna Tindaya Monteńa

Niedaleko La Olivii horyzont maluje Tindaya Monteńa. Święta góra o magicznych właściwościach, której legenda sięga daleko wstecz. Jej ściany pokryte są licznymi petroglifami, a badania archeologiczne dowodzą, że miała istotne znaczenie w obrządku pogrzebowym pierwotnych mieszkańców wyspy – Guanaczów.

Podobno niektórzy nadal nazywają ją Montana de las Brujas, co znaczy Góra Czarownic…

Aby wejść na na Tindaya Monteńa, potrzebne jest pozwolenie, które można uzyskać w Puerto de Rosario oraz Corralejo (Consejeria de Medio Ambiente del Cabildo). Szlak nie jest trudny, a przewidywalny czas wspinaczki to ok. 2 godzin (2,1 km). Sama góra ma około 400 metrów wysokości.

 

Fuerteventura - święta góra Tindaya Monteńa

 

Puerto del Rosario i wszechobecne murale

Stolica i największe miasto Fuerteventury. Nie wiem jak w sezonie, ale poza sezonem dzieje się tam raczej niewiele. Nie znaczy to jednak, że nie ma tam nic do oglądania. Wręcz przeciwnie. Niemal każda uliczka skrywa mniejszy, bądź większy przejaw artystycznego ducha lokalnych mieszkańców. Jeżeli miałabym wskazać największą atrakcję Puerto del Rosario i w ogóle całej Fuerteventury, byłyby to właśnie wszechobecne murale. I to nie byle jakie. Tworzone z prawdziwym rozmachem, wyłaniające się z ukrytych uliczek, jak i dumnie prezentowane przy głównych drogach. Są chyba najbardziej kolorowym i wyjątkowo charakterystycznym elementem wyspy. Na tle monotonnych, piaskowych krajobrazów przyciągają wzrok ze szczególną siłą.

 

Fuerteventura - murale w Puerto del Rosario

Fuerteventura - sztuka uliczna w Puerto del Rosario

Fuerteventura - street art w Puerto del Rosario

Fuerteventura - street art na wyspie

Ulice Puerto del Rosario

 

Fuerteventura - delfin z piasku na plaży Puerto del Rosario
Na plaży w Puerto del Rosario wyrastają piaskowe olbrzymy!

Fuerteventura - street art na wyspie

Mural zakonnicy na Fuertaventurze

Fuerteventura - opuszczona yoga center

Najpiękniejsza plaża

Wszyscy zgodnie twierdzą, że Cofete. Uroki swoje prezentuje na zachodniej stronie wyspy jej południowego cyplu, niedaleko Morro Jable. Podobno jest najdzikszą, najokazalszą i najpiękniejszą plażą na całej wyspie. Czy faktycznie? Pojęcia nie mamy. Okazuje się bowiem, że dotrzeć mogą tam wyłącznie właściciele napędu na 4×4. Względnie rowerzyści i miłośnicy baaaaardzo długich spacerów. My niestety czas mieliśmy ograniczony, roweru w zanadrzu żadnego, a nasze wypożyczone cztery kółka miały zakaz opuszczania dróg asfaltowych (jak zresztą wszystkie osobówki z wypożyczalni). Coffete więc nie dane było nam ujrzeć.

Playa de Sotavento

Jeżeli nie Cofete to która? Jeżeli i Wam nie uda się dotrzeć do najbardziej ukrytej z plaż Fuerteventury, nie martwcie się. Nie ona jedna ma monopol na zachwycające widoki.  Jeżeli nadal nie czujecie się przekonani, to dodam, że z uroków fal i tak nie moglibyście skorzystać, gdyż z racji silnych prądów kąpiele na Cofete są zakazane.

Za Najpiękniejszą zatem i dostępną w całości zarazem, stwierdzam Playe de Sotavento. Samotnia to nie jest, na to nie liczcie, ale hektarów piasku Wam nie zabraknie. Rozciąga się z daleka od głównej drogi, a dzięki całkiem sporej zatoczce dzielącej plażę, jest miejscem przyjaznym zarówno dla miłośników szaleństw sportów wodnych, jak i tych, którzy głębiej niż za kolano kąpieli nie uznają.

Fuerteventura - plaża Playa de Sotavento

Fuerteventura - windsurfing na Playa de Sotavento

Playa de Sotavento na Fuerteventurze

Sporty wodne na Fuerteventurze

Fuertevenura - plaża Playa de Sotavento

Fuerteventura - sporty wodne

Windsurfing na Fuerteventurze

Grandes Playas de Corralejo

Oraz najbardziej surferska plaża z widokiem na wyspę Isla de Lobos!

 

Fuerteventura - plaża Grandes Playas de Corralejo

Fuerteventura - surfing na plażach Corralejo

Dla kogo Fuerteventura?

Trudno jest jednoznacznie określić Fuerteventurę. Mój stosunek do niej jest raczej ambiwalentny. Czy mnie zachwyciła? Niekoniecznie. Czy warto ją odwiedzić? Na pewno ma atuty, które mogą rozmarzyć.

Ci, którzy kochają zieleń i najpełniej wypoczywają w otoczeniu drzew mogą się tam nie odnaleźć. Aktywni poszukiwacze przygód, prócz lekkiego trekkingu po okolicznych wzniesieniach, alternatywnie szaleństw wodnych, również zbyt wielu atrakcji tu nie znajdą. Imprezowicze też nie mają tu czego szukać. Być może żywiej jest w sezonie, ale poza nim, bardzo spokojnie.

Jest to natomiast raj dla tych, którzy wolą spokojny wypoczynek w jednym miejscu, gdzie wszędzie jest niedaleko, a ulubioną aktywnością są leniwe spacery wzdłuż pięknych, niekończących się plaż.

Miłośnicy surowych krajobrazów i fani George’a Lucasa ( wiecie, że film Solo: A Star Wars Story  kręcony był właśnie na Fuertaventurze?)  również powinni być zadowoleni. Fuerteventura nadal ma w sobie pewien piracki, zdziczały trochę urok. Jednak, żeby go odnaleźć trzeba trochę poszukać i nie zrażać się pierwszym wrażeniem, które sugeruje, że jest to jedna, wielka plaża “utrzymywana przy życiu” wyłacznie ze względu na turystów ją oblegających.

Nie jest to wyspa zbyt różnorodna, więc i długi pobyt nie jest tutaj konieczny. Dla nas te kilka dni były akurat. Gdybyśmy zostali tam dłużej, ja radośnie spędziłabym je na fali, a Michał pewnie by się zapłakał. Cóż innego jednak może człowiek, który ani nadmiaru wody, ani piasku w butach nie lubi. A Fuerteventura, no cóż… w zasadzie głównie z tego się składa. ;)

Jedyna grupa, która na wyspę narzekać na pewno nie będzie, to amatorzy sportów wodnych. Hulaj dusza, piekła nie ma!

 

Mroczne oblicze Fuerteventury

Atrakcje na Fuerteventurze

Fuerteventura

Fuerteventura - najpiękniejsze plaże

 

Fuerteventura - sporty wodne

Fuerteventura - surfing na Wyspach Kanaryjskich

 

Praktycznie

Plaże i sporty wodne

Szerokie piaszczyste plaże z łagodnym zejściem do wody i niezbyt silnymi falami stwarzają świetne warunki do nauki wielu sportów wodnych. Na wyspie jest sporo szkół surfingu, windsurfingu, kitesurfingu, czy mniej znanego  Stand Up Paddle (SUP – czyli forma ślizgu na fali mająca swoje korzenie w kulturze Polinezyjskiej, gdzie surfujący stoi na desce wykorzystując do poruszania się po wodzie długie wiosło)

Konkurencja ofert jest naprawdę duża, a ceny umiarkowane. Poza sezonem kursy często są tańsze, a i na falach mniej tłoczno. Same plusy! ( 4-5 h surfingu pod okiem instruktora to cena ok. 45-55 euro)

 

Fuerteventura - wypożyczalnia sprzętu surfingowego

SUP na Fuerteventurze

Fuerteventura - wyporzyczalnia sprzętu

Wypożyczenie auta

Na wyspie działa kilka wypożyczalni. My korzystaliś my z Pulscar (Cicar również ma dobre ofery). W obu przypadkach nie potrzeba karty kredytowej, a pełne ubezpieczenie jest bez wkładu własnego.

Na co należy zwrócić uwagę przy wyborze auta? Przede wszystkim na to gdzie chcecie jeździć. Na Fuertaventurze jest parę miejsc w które prowadzą wyłącznie drogi szutrowe. W tym sławna plaża Cofete (na szczeście kursuje tam również autobus z Morro Jable, ale tylko dwa razy dziennie). Zwyczajną osobówką takich dróg powinniście unikać. W regulaminie jest zapis, że jeździć można wyłącznie po drogach afaltowych ( ja wiem, że dla chcącego nic trudnego i jakoś się przejedzie, ale wszystkie auta z wypożyczalni mają wbudowany GPS… Tak, że tego. ) Na drogi szutrowe są specjalnie przeznaczone samochody, zazwyczaj droższe.

Nie zdziwcie się też jeżeli pani/ pan z wypożyczalni poprosi was, abyście przy oddaniu samochodu po prostu wrzucili klucze pod wycieraczkę na nogi. Innymi słowy, zostawili samochód otwarty. Nam się tak zdarzyło (oddawaliśmy samochód poza godzinami pracy wypożyczalni). Po początkowym zdziwieniu, uznaliśmy, że potencjalny złodziej i tak daleko uciec by nie mógł. W końcu teren mają tam znacznie ograniczony. Poza tym parking na lotnisku jest pod takim ostrzałem kamer, że i tak nikt by się nie odważył. Chyba.

 

gęsto zaparkowane samochody na ulicy w stolicy Fuerteventury
W stolicy na miejsca parkingowe się poluje ;)

 

Wiatr/ temperatura

Choć widoki Fuerteventura prezentuje rajskie, a temperatura powietrza przez cały rok jest bardzo optymistyczna to pamiętajcie, że na Wyspach Kanaryjskich jest dość wietrznie co szczególnie odczuwalne jest na tych bardziej płaskich wyspach, m.in. na Fuerteventurze. W sezonie wiatr podobno przyjemnie chłodzi, poza sezonem może chłodzić aż za nadto. My byliśmy w pierwszej połowie maja i mimo, że temperatura wynosiła około 20-22 stopni to bez bluzy raczej nie chodziłam. Po 15 minutach siedzenia bez ruchu na plaży było mi zwyczajnie zimno. O ile dla wielbicieli sportów wodnych wiatr jest tam błogosławieństwem, to dla niezahartowanych plażowiczów może być mało przyjemny.

Długich włosów nie radzę rozpuszczać! Pod koniec dnia gwarantowane dredy!

Zdjęcia

Plenery na Fuerteventurze są niezaprzeczalnie malownicze. Wieczorne słońce, barwiące czerwienią i pomarańczem surowe za dnia, pustynne krajobrazy aż proszą się o sesje. Ale, ale… jeżeli ktoś Was zastanawia się nad statywem to tylko porządne warto brać pod uwagę. O najtańszych, marketowych nawet nie myślcie, bo roztrzaskany aparat gwarantowany. Wiatr tam potrafi być naprawdę silny!

Angielski

W Morro Jable, czy Corralejo, czyli tam gdzie stragany z pamiątkami kuszą turystów, jest szansa dogadać się po angielsku. Natomiast cała reszta wyspy parla raczej wyłącznie po hiszpańsku. Gdy w stolicy udaliśmy się do banku, aby wymienić pieniądze zbiegło się kilku urzędników z których żaden w zasadzie nie mówił po angielsku. Mowę ciała opanowali natomiast wyśmienicie.

Bankomaty/ kantory wymiany walut

Wybierając się na Fuerteventurę lepiej zawczasu wymienić sobie pieniądze. Wynalazek taki jak kantor wymiany walut tam nie istnieje, a i bankomatów nie ma na wyspie zbyt wiele.

W Puerto Rosario znajduje się duża Galeria Handlowa ( jedyna na całych Kanarach co stanowi poniekąd pewną atrakcję w okolicy ;)) Być może na niedługo coś się tam zmieni, ale jeszcze pół roku temu bankomatów tam nie widziano, więc przed zakupami lepiej mieć zapas gotówki ;).

Woda

Jako, że jest to wyspa wulkaniczna o dosyć pustynnym krajobrazie to nietrudno sobie wyobrazić jak trudne jest tam pozyskiwanie wody. Dlatego nie zdziwcie się jeżeli ciśnienie pod prysznicem będzie bardziej niż flegmatyczne, a i pamiętajcie o zakręceniu kurka podczas mycia zębów. Woda jest tam towarem cennym i deficytowym!

Kawa Barraguito

Niestety trochę za któtko byliśmy na Fuerteventurze, żeby lepiej poznać lokalną kuchnię, ale za to pełnym przekonaniem mogę polecić napój, który szybko stał się moim podstawowym elementem menu. Mianowicie kawę barraquito! Najlepsza jaką dotąd piłam. Aż wstyd mówić głośno, gdy na półce w domu wiernie czeka wielbiona do tej pory włoska Lavazza, ale…coś w sobie ta barraquito ma. Nawet dużo cosiów:

  • na sam spód lejemy warstwę słodkiego mleka skondensowanego 8%
  • później (nie za dużo, ale i nie za mało) likieru 43
  • następnie najważniejszy element, czyli mocne espresso
  • na sam koniec odrobinę spienionego mleka
  • całość doprawiamy szczyptą cynamonu oraz kawałkiem skórki z cytryny lub limonki

Kawa na zdjęciu to trochę uproszczona wersja barraquido, czyli cafe leche, leche – więcej mleka i bez likieru. Zdecydowanie wolę pełną wersję!

 

Jedzenie na Fuerteventurze - ziemniaczki papas arrugás i kawa

Owoce morza na Fuerteventurze

reklama restauracji z polskim napisem kanaryjski żywnosci
Po polskiemu też jest! Znaczy z głodu nie padnieta!

 

Tags: