fbpx
FotografiaHistoria jednego zdjęcia

Co ja pacze!

Pentax K-30 + SMC Pentax-F 35-70 na 70mm  f/3,5; 1/180; ISO 200 (obróbka w PS)

A było to tak…

Przeciągnął się Maurycy i ziewnął szeroko, pokazując światu różowy języczek. Pokazałby coś jeszcze, ale takim kotem Maurycy przecież nie był. Może i drzemał pod śmietnikiem, ale kocią dumę i maniery miał. Strzepnął z gracją resztki pastrami, przylepione do ogona i miękkim krokiem ulicznego arystkraty udał się w swoje ulubione miejsce. Przy wejściu na pocztę zawsze kręciło się dużo ludzi. Maurycy przycupnął i czekał. Jak co dzień. Mrużył wdzięcznie ślepia. Przymykał to jedno, to drugie oko. Czekał…

 

 

Co jakiś czas podrywał rudy łepek, gdy jakaś ręka zakołysała się wystarczająco blisko, ale żadna z nich nie odwzajemniła subtelnego, kociego gestu powitania. Ręce przychodziły i odchodziły, zajętę pośpiecznym naklejaniem znaczków, wygładzaniem nieistniejących zmarszczek na kopertach lub po prostu znudzonym, gmeraniem w kieszeniach. Obojętne na kocie zaloty.

– A fe! Nie lubię kotów! – wyjąkała mała staruszka, zazdrośnie obejmując wypchaną, parcianą siatkę, jak gdyby Maurycy tylko na nią czyhał. Nie pomyślała zapewne, że rudy kot, muskając nosem jej kolano, głęboko w nosie ma jej zakupy. To pomarszona ręka o ruchach wolnych i delikatnych rozbudziła kocią nadzieję. No bo ileż można czekać na odrobinę miziania!

 

 

 

Wtem patrzy Maurycy i oczom nie wierzy! Gapi się na niego człowiek jakiś wręcz ewidentnie. Człowieki gapią się rzadko, raczej mijają niewidzącym wzrokiem. A ten się gapi i jeszcze szczerzy! Trzyma w ręce coś dziwnego, kręci, pstryka, akrobacje uprawia. Nie szkodzi! Druga ręka wolna! Takiej okazji przegapić nie można! Biegnie Maurysy, kłusem wręcz pędzi. Co tam maniery jak ręka ochocza!I głaszcze! I mizia! I drapie za uchem! Rozanielony Maurycy piruety wokół ręki wywija, pazurki rozkosznie wczepia w kolano,a tu nagle drapanie ustaje i ręka ucieka. Maurycy więc za nią. Ta mizia przez chwilę i znowu daje dyla. Chowa się za czarnym poudełkiem, tak małym, że tylko oka nie widać. Znowu coś pstryka. Te człowieki coraz głupsze… – myśli Maurycy z pewnym współczuciem. Inne człowieki przechodzą, śmieją się, wytykają palcami. No nic dziwnego…

Ganiamy się tak jeszcze przez chwilę. Ja próbuję zrobić zdjęcie. Maurycy próbuje dopaść moją rękę. Zadanie nie łatwe, bo autofocusu brak, a jak tu manualnie ostrzyć, gdy wybitnie przyjacielski model, nos swój wsadza niemal w obiektyw, skacze jak króliczek duracella na bateriach alkaicznych i ani myśli przestać.

 

 

– Koniec tego! – próbuję być asertywna – dopóki nie będzie zdjęcia, doputy nie będzie mizania. Proszę iść o tam, na róg i ładnie mi zapozować.

Maurycycy się ociąga i próbuje grać na zwłokę, mrużąc uwodzicielsko ślepia. Że niby nie rozumie. Nie ze mną takie numery, już ja znam te kocie sztuczki. Niewzruszenie teraz ja czekam. Maurycy w końcu kapituluje.

 

 

Kot wygląda za róg
Maurycy: Może być?

 

Kot co chwilę ogląda się za siebie
Maurycy niecierpliwie: Już? Ja: Jeszcze chwila….
Ja: Teraz zapatrz się w dal! Maurycy: Zapacz się w dal… zapacz się w dal…
kot patrzy w dal z zadumą
Ja: Ale tak reflekcyjnie! Z zadumą!
Kot patrzy na mnie
Ja: Ale nie na mnie!
Kot patrzy w dal już z mniejszą zadumą
Ja: Już prawie! Jeszcze chwilka… Ptaszek leci!

mops zagląda kotu w twarz

Kot patrzy na mnie w oburzeniu
Maurycy oburzony: Koniec tego paczenia!

 

Oto Maurycy, którego mops nie zachwycił. Pozował dzielnie i obiecane mizianie w zamian otrzymał. Siaduje on czasem pod wspomnianą pocztą i doprasza się o chwilę uwagi. Efekty bywają różne. Jako, że mam słabość do kotów, mnie długo nagabywać nie musiał. Potem pewnie żałował ;).

Tags: